Budzę się bardzo wcześnie rano, o świcie w obsukurnej alejce, obok śmietników. Nie pamiętam swojego imienia, w sumie to niczego nie pamiętam. Nie wiem nawet gdzie jestem. Obok mnie leżą dwie osoby. Mały chłopiec, mający na oko jakieś 10 lat, ubrany w ciemny płaszcz i niepasującą do tego zupełnie puchową, szarą czapkę z pomponem. Ten drugi z kolei wydaje się być starszy, może nawet o 2 lub 3 lata. Cały ubrany jest na czarno.
Nie zdążam się przyjrzeć im dokładniej, bo nad naszymi głowami przelatuje helikopter i oboje się budzą.
-Gdzie ja jestem...?- mały przeciera oczy i rozgląda się dookoła.
-Sama chciałabym wiedzieć.- odpowiadam. Nagle starszy z nich wstaje i podchodzi do mnie.
- My się przypadkiem nie znamy?- pyta przyglądając mi się dziwnie.
-Eeee...chyba nie. Nawet nic nie pamiętam. Nie wiem co ja tu robię...właściwie.- mówię
-Ja tak samo. Ale zdaje mi się, że się znamy.- chłopak nie wydaje się być nawet przerażony. Pomaga nam wstać i spogląda na nas z ciekawością.
- Widzę, ze jesteśmy w tej samej sytuacji. Mam na imię... Yuki.-mówię
-Pamiętasz swoje imię?!- krzyczy chłopiec
- Nie, po prostu spojrzałam się za siebie, na ten plakat- wskazuje palcem baner za mną.
-Ale... to jest chiński...
-Japoński, rzecz jasna.
-Znasz japoński?!
-Jak widać.
I tak to się wszystko zaczęło. W plecaku, który leżał obok śmietnika znaleźliśmy...uwaga, uwaga.... kartę kredytową razem z kodem. Później okazuje się, że znajduje się na niej calutki, okrąglutki i tłuściutki milion złotych*.
Znajduję również telefon, bez zapisanych numerów, oraz adres jakiegoś domu i klucze.
Po jakimś czasie okazuje się, że znajdujemy się w japońskim Tokio. Moja znajomość japońskiego bardzo nam pomaga, ale z tym jest również tak samo, jak z innymi rzeczami- nie wiem skąd, dlaczego i po co. Jako, że nie pamiętamy nawet swoich imion wymyśliliśmy swoje własne.
Imię Yuki zostaje mi odebrane i przekazane temu małemu chłopcu. Starszego nazwaliśmy Edward i w sumie to nie wiem dlaczego a ja sama mówię na siebie Kira**.
Udajemy, że wszytko jest ok. Że jesteśmy przyjaciółmi na wycieczce w Tokio. Jesteśmy zbyt oszołomieni w mieście pełnym ludzi, gwaru, samochodów i oparów niewiadomo czego. Nie chcę tego przyznawać, ale mimo naszej beznadziejnej sytuacji podoba mi się Japonia. Ale przez cały czas po głowie tłucze mi się myśl: Co ja tu robię?
*Z uwagi na obowiązującą walutę w Japonii, czyli Jeny, nie chcąc zadawać nikomu trudu kwoty będą podawane w złotówkach. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich
** Tak, imiona są zapożyczone z anime. Ale samo opowiadanie, nie nawiązuje do anime i nawiązywać nie będzie
Dla ciekawych, Yuki- Noragami, Kira- Death Note, Edward- Fullmetal Alchemist (Brotherhood)
o jaaa super poczatek. zaciekawiło mnie totalnie
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny wpis <3
Obserwujemy? Jak tak do daj znać (zawsze się odwdzięczam) :)
Mój blog - klik ♥